Deviant Login Shop  Join deviantART for FREE Take the Tour
×

More from deviantART



Details

Submitted on
October 30, 2013
Link
Thumb

Stats

Views
244
Favourites
10 (who?)
Comments
29

License

Creative Commons License
Some rights reserved. This work is licensed under a
Creative Commons Attribution-Noncommercial-No Derivative Works 3.0 License.
×
Nienawidzę świata. Jest zimny. Pusty. Okrutny.
Może gdybym był człowiekiem umiałbym docenić życie. Tak. Żyłbym krótko, intensywnie, bez hamulców. Bez wiecznego kontrolowania się. Bez strachu, że wszystkie moje błędy obrócą się przeciw mnie. Bez tego wiecznego bólu w sercu.
Nienawidzę świąt, jakichkolwiek. Każde ma ten sam cel. Jednoczenie, wspólne spędzanie czasu. Jakbym miał z kim.
Tego dnia było zimno. Wychyliłem się tylko by przegonić natrętnych smarkaczy i od razu odechciało mi się wychodzić. Wkurwiające bachory. Zawsze to samo, robią słodkie oczka i jak nie spełnisz ich zachcianki to paskudnie się mszczą. Zatrzasnąłem drzwi. Niech robią co chcą. Przyzwyczaiłem się, że wszyscy wybitnie uwielbiają mnie drażnić.
Nieprawda. Ciągle boli tak samo.
Miałem pracę. Kolejne bezwartościowe papiery. Jedyne, co pozwalało zapomnieć. Wyzyskiwali mnie, wiedziałem. Arthur zrób, Arthur podpisz, Arthur, Arthur, kurwa mać. Obopólna korzyść. Mogli grzać dupska na fotelach, a ja miałem zajęcie. Chociaż na chwilę mogłem zapomnieć.
O tym nie da się zapomnieć.
Kolejny zasrany dzwonek do drzwi. Niech oni wszyscy się odpieprzą. Niech zostawiają mnie w spokoju. Niech bawią się w swoim zasranym towarzystwie i nie raczą mnie tym widokiem. Takie szczęście, że aż mnie mdli.
Wychyliłem się z okna segmentu, nie mając zamiaru zejść. Akurat obok stała doniczka z pelargonią. I tak mi niepotrzebna.
I sru.
Chmara dziko wymalowanych gówniarzy rozbiegła się, wrzeszcząc.
- Żebym was więcej nie widział, gnoje jebane!
Jeden smark wystawił mi język. Bezczelny, mały sukinsyn. W odpowiedzi wytknąłem środkowy palec. Niech nie myśli, że mu wolno.
Ogólnie nienawidzę dzieci. Paskudne, małe kreatury. Obrzydliwie niewdzięczne. Jakkolwiek się nie starasz i tak swoje zrobią. Odejdą. Odejdą i zostawią, jakby nigdy nic.
Alfred dorósł. Muszę się z tym pogodzić.
Za każdym razem. Za każdym razem każde przebrzydłe smarkate uciekało.
Peter mnie nienawidzi. Matt też. Victoria kiedyś powiedziała, żebym się odpieprzył i przestał być taki cholernie zaborczy. Oni wszyscy mają rację.
- Na miłość Boską, Arthurze, nadal ci się chce?!
Zawsze poznałbym ten głos.
- Czego?! - nie mając zamiaru ruszać tyłka z ciepłego fotela uraczyłem Francisa zachrypniętym wrzaskiem.
- Wpuścisz mnie? - spojrzał na mnie z dołu, kokieteryjnie zaciągając niesforny kosmyk złotych loków na ucho. Sam się wystroił jak kretyn skończony. Pewnie miał nadzieję, że mnie zdziwi.
Przyszedł do mnie. Może i tylko dogryźć, ale sama świadomość, że Francis tu jest wywołała przyjemne ciepło. Chwilowo. Potem przeszywający ból. Nie mam do niego żadnych praw. Nie jest mój.
Nieco ostrożnie wysunąłem nos zza drzwi.
Zimno.
- Wchodź.
Zupełnie jakby się ucieszył. Wszedł, a raczej wpłynął tym swoim tanecznym krokiem do mieszkania. Miałem okazję przyjrzeć mu się z bliska. Uwielbiałem, kiedy wiązał włosy. Zwłaszcza tak jak teraz, aksamitną wstążką z boku głowy tak, że zawijasy płynnego złota muskały odsłonięty obojczyk. Moją uwagę przykuły okulary z łańcuszkiem.
Cholernie seksowne.
- Nie pytasz, po co przyszedłem? - spytał niewinnie, a ja zatrzymałem przypływ zimnego powietrza zgrabnym trzaśnięciem drzwi. - Nigdy nie widziałem tego domu.
- Niedawno się tu przeprowadziłem. - wymamrotałem cicho - To raczej nie ma znaczenia. Mam szarlotkę. Rozgość się. Salon jest na górze. I nie zdejmuj butów.
Trochę się zdziwił.
- No co? - odwróciłem wzrok nieco zmieszany. - Herbaty?
W odpowiedzi Francis pokiwał głową tak energicznie, że prawie zrzucił okulary, po czym ostrożnie podreptał na górę.
Nic w tym dziwnego. To chyba normalne. Zrobię mu herbaty.
Po co..? Czemu? Czemu do cholery ze wszystkich miejsc na świecie wybrałeś mój dom do nawiedzania? Mógłbyś chociaż to uciąć. Te podchody. Nadzieja tak bardzo boli. Nic nie mogę zrobić.
Dolałem nieco rumu do swojej filiżanki.
- Też chcesz?
- Już piłem.
No tak. Jak zwykle wszyscy bawili się beze mnie. Podsunąłem Francuzowi filiżankę z gorącą herbatą i nieco już zimną szarlotką. Wyglądała bardziej jak jabłkowa breja, ale smakowała całkiem dobrze. Blondyn zajął się dłubaniem w cieście, podczas gdy ja zatopiłem się w nadal ciepłym fotelu. Rum przyjemnie rozgrzewał.
- Więc? - starałem się być sceptyczny.
- Co więc? - wreszcie wziął kawałek ciasta do ust.
Jajco.
- Po co tu jesteś.
- Mówiłeś, że to nie ma znaczenia.
- Bo nie ma. Jestem tylko ciekawy.
-Ach. - rzucił okiem na stertę Bardzo Ważnych Dokumentów, dumnie prężącą się na stoliku. - Przeszkadzam?
- Nie. Przecież wiesz, że ty nigdy... - urwałem. Oboje odwróciliśmy wzrok.
Cholera jasna. Powiedziałem to. Na głos.
- To.. To miłe. - rozdłubał już całe ciasto, chyba całkowicie zapominając o dobrych manierach. - Przyszedłem cię odwiedzić.
- Mówiłeś, że nie znasz tego domu.
- Bo nie znam. Na szczęście twoi sąsiedzi tak. - upił łyk z filiżanki. - Każdy w promieniu pięciu kilometrów zna ex-punka Kirklanda.
- A skąd to wiesz, co? - naburmuszyłem się.
- Pytałem po ludziach. Tylko dzieciaki się ciebie boją. Chociaż po dzisiejszej akcji chyba wiem czemu.
- Paskudne smarkate. - fuknąłem. Zaraz, zaraz. - Pytałeś? Kogo? Gdzie? Kie..-
- Twoich byłych sąsiadów.
Wypytywał o mnie. To nie mogło być prawdą. Spojrzałem w swoje odbicie w resztce już chłodnej herbaty. Do oczu mimowolnie napłynęły łzy. Cholerny alkohol.
- Zniknąłeś bez słowa. Martwiłem się.
Francis się o mnie troszczył...?
Nie mogłem się już dłużej powstrzymać. Gorące, słone łzy powoli kapały z moich policzków. Rozryczałem się jak dziecko.
- Arthur...
Poczułem, że klęka przede mną. Miałem ochotę krzyczeć. Żeby się nie zbliżał. Żeby nie podchodził.
On nie jest mój. Nigdy nie miałem odwagi mu tego wyznać.
Już było za późno. Trzymał mnie w objęciach, mocno, stanowczo. Resztkami sił odepchnąłem go lekko nie umiejąc wykrztusić słowa. Patrzył na mnie. Wyraz tych oczu rozrywał mi serce.
Tak bardzo cię skrzywdziłem.
Z transu wyrwał mnie dotyk ust. Przyjemne, mokre ciepło na wargach, wchodzące coraz głębiej, głębiej.
Całował mnie. Najpierw ostrożnie, czule, potem coraz bardziej stanowczo, łączyliśmy się razem i odrywaliśmy równocześnie, jakby każdy z nas nie był pewny. Po chwili jednak przyssaliśmy się do siebie.
Jego język był miękki, aksamitny.
Oderwaliśmy się zbyt szybko. Łzy nadal spływały.
- Przepraszam..
- Nie płacz, Arthur. Nie płacz.
Zetknęliśmy się nosami.
- Francis...
- Już nigdy więcej nie będziesz samotny. Obiecuję. Przyrzekam na Boga, Arthur, że nigdy więcej.
- Ja... - nie mogłem tego wykrztusić.
- Dokończ. - wyszeptał. - Razem dokończmy.
Kocham Cię. Od kiedy pamiętam.
Świat się kończy, bo Rin sobie ff napisała. Znaczy, żadna nowość. Zwykle beksa pisze po nocach na komórce i chowa to przed światem, bo te świstki nie są jak to łanie ~namelessyuki ujęła, "odpowiednie" na polskie standardy ff", bo ludzie są za mało rozwojowi w tych kierunkach. Tak, nadal się z tego śmieję.  Ale trzeba. Kurczę, trzeba. Tak mało FrUKów w tym Internecie, trzeba rozwijać fandom. Bo liczą się chęci, prawda..?

Bluźnierstwa są, więc jak ktoś ceni polski język, niechaj ucieka. I wali fluffem.

Wee, nieważne. Enjoy..~.
Add a Comment:
 
:iconmuffinekjagodowy:
Bardzo dobry fik. I masz rację, zdecydowanie za mało FrUKów w internetach. Fluff? Może troszkę. Nie przeszkadza mi to specjalnie. Chociaż mam wątpliwości co do Arthura, który ni z tego, ni z owego zaczyna ryczeć, ale i tak było niezłe ^^
Reply
:iconrinko-san:
Rinko-san Feb 2, 2014  Hobbyist Digital Artist

Aw, dziękuję ; u ; Akurat taki dół, że napisałam. Nie umiem, to raczej nic konstruktywnego nie stworzę. I jestem przejedzona smutnymi fikami, ktore koncza sie smiercią/zabojstwem ;u;

Aww, moja wina, źle to przedstawiłam. To miałby taki moment przełamania. W sensie, że przyzwyczajony do emowania Anglia nie umie sobie poradzić z czymś pozytywnym i ma bezpośredni kontakt ze swoją, według niego, porażką. Albo coś mądrego w tym stylu. A tak na serio to nie wyobrażam sobie jak można inaczej zareagować po prostu ;_;

Reply
:iconslodyczchin:
Prawdziwy Arthur x3 
Bardzo mi się podoba. 
Co prawda miałam nie czytać, bo wolę UsUk, ale absolutnie nie żałuję :D
Czekam na więcej.
Reply
:iconrinko-san:
Rinko-san Nov 17, 2013  Hobbyist Digital Artist
Mrrah, to tym bardziej mi miło~. Merci :3
Reply
:iconaka-kuro-ame:
aka-kuro-ame Nov 16, 2013  Hobbyist Writer
Nawet nie wiedziałam, że chce mi się FrUKa, zanim nie przeczytałam.
I mordka mi się cieszy, bo taki Arthurowaty Arthur :3 Oby więcej takich było.
Reply
:iconrinko-san:
Rinko-san Nov 17, 2013  Hobbyist Digital Artist
Tsun punk tsuntsun.Dziękuję, cieszę się, że się podobało~.blush blush by Emoji-kun  
Reply
:iconkuruttachan:
Świetne *-* Narracja bardzo mi się podoba, ale na początku była dla mnie zbyt ostra :/ Takiego Arthura nie znałam xD 
Kurcze... chce mi się po tym płakać, ale chyba to wina piosenki która akurat leciała. Nie no zakończenie też ładne, nie ma co :3 
Reply
:iconrinko-san:
Rinko-san Nov 16, 2013  Hobbyist Digital Artist
W sensie? Za szybko idzie akcja? W sumie bym się nie zdziwiła, bo jakoś moje ff zawsze na początku zbytnio popierdzielają... ;_; Rozemocjowany gimbus tak bardzo. 
Aww, takiego chamskiego punka? xD Niedobry, niegrzeczny tsuntsun punk. Wina mojej RP Anglii - ~MaksKsenia, co mnie gryzie po palcach.
Kurka nie płacz, to nie miało być do płakania...! Mrah, merci, i dzięki za fava od razu..! ;u;
Reply
:iconkuruttachan:
Troszkę tak, ale jak dalej czytałam to jakoś aż tak bardzo tego nie odczułam.
Mi się ten punk Arthur niezbyt podoba ;_;
Ale ja się tak łatwo rozklejam :C
Nie ma za co ^^
Reply
:iconrinko-san:
Rinko-san Nov 17, 2013  Hobbyist Digital Artist
Naprawiłabym jakbym widziała, ale jakoś nie umiem zauważać takich rzeczy. Crai 2 by Emoji-kun  Po prostu w następnych pracach ogarnę dupsko, to może nie będzie tak szybko.
A jakiego Artka lubisz najbardziej, jeśli można spytać~?
Reply
Add a Comment: